niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 2

Wracałam do domu, jak zwykle tą samą drogą przez centrum miasta. Była to spokojna okolica; ludzie spacerowali, jeździli na rowerach, kupowali jedzenie w przydrożnych budkach, których nie ukrywając..było dużo. O dziwo dziś nikogo nie było. Może to dlatego, że już się ściemniało..Przyznam, że akurat w tej części         Doncaster po zmroku nie jest zbyt przyjaźnie...Ja sama bałam się tędy wracać..zwłaszcza jak nie ma ludzi. Szłam szybkim krokiem, na nogach miałam glany i mocna tupałam a mimo to słyszałam, że ktoś za mną idzie. Nie była to kobieta bo one mają lżejszy krok. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni /16.13 godzina mojej śmierci/ pomyślałam i zaśmiałam się sama do siebie. Nagle ten ktoś przyspieszył kroku.  Więc ja też. Mężczyzna zaczął biec. Ja też pognałam. Jednak na moje nieszczęście on był szybszy. Złapał mnie mocno za  kark.

-AŁA ! - wrzasnęłam ze wszystkich sił
-nie krzycz złotko to nie będzie nic bolało

Ktokolwiek to był znał mój słaby punkt. Kiedy byłam mała i robiłam fikołki zrobiłam sobie coś z karkiem i od tej chwili to mój czuły punkt. Ale ten głos...gdzieś go już słyszałam tylko nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Facet pociągnął mnie za włosy.

-spokojnie gwiazdko to będzie tylko chwilka

Od 4 lat mieszkam na skullstreet i do tej pory (chyba o dziwo) nikt nie próbował mnie zgwałcić. Byłam przerażona. Mężczyzna zawlókł mnie w jakiś ciemny zaułek i rzucił za śmietnik. Jeszcze raz obejrzał się czy nikt nie idzie. Wtedy rozpiął mi spodenki. Zaczęłam krzyczeć wrzeszczeć i piszczeć, ale on zasłonił mi usta ręką. Zaczął mnie całować i zdejmować bluzkę. Był obrzydliwy. Z oczu poleciały mi łzy. Przez głowę przechodziły mi najczarniejsze myśli. Wtedy ktoś go odciągnął.. Ja leżałam tak bez ruchu, ale kątem widziałam, że ci dwaj się biją. Spojrzałam na nich. Mojemu oprawcy z nogi poleciała krew. Spojrzałam w niebo. Było szare i ponure zupełnie jak ten pojebany świat. Zwinęłam się w kłębek i zaczęłam gorzko płakać. Ten facet musiał mi uszkodzić rękę bo nie mogłam nią ruszać. I tej jego śmiech ... ten złowieszczy śmiech, który zapamiętam do końca życia. Wtedy ktoś do mnie podszedł.  Tom. To był Tom Anderson mój były chłopak. Zerwaliśmy bo nie poświęcał mi należytej uwagi i zamiast przebywać ze mną wolał grać na kompie. No cóż.. widząc go chcąc nie chcąc ucieszyłam się na jego widok. 

-Wszystko okej Anne ? 

pomógł mi wstać i oprzeć się o ścianę. W odpowiedzi tylko zapłakałam i mocno go do siebie przytuliłam. 

-Już dobrze Ann. On ci już nic nie zrobi. Nie wróci. 

-Dziękuję. 

-Chodź -wskazał ręką na swój samochód- pojedziemy do mnie, zrobię kakao i się trochę uspokoisz.

Wciąż wstrząśnięta posłusznie poszłam do samochodu. Tom jak reszta tej bandy był bogaty więc jego samochód był niczego sobie. 

Po 10 minutach jazdy byliśmy na miejscu. Muszę przyznać, że Tom ma niesamowity dom. No, ale cóż jak ojciec lekarz i matka projektanta to co się dziwić. 

 Otworzyłam drzwi samochodu i swoimi wielkimi oczami popatrzyłam na Toma.

-Hej Ann, spokojnie. Możesz mi ufać pamiętasz? 

W sumie na świecie były tylko dwie osoby, którym bezgranicznie ufałam. Seth i...Tom. Patrzyłam na niego jeszcze kilka sekund i wyszeptałam:

-Dziękuję Ci

Tom uśmiechnął się do mnie, wziął mnie za rękę i wprowadził do domu. 

-Idź do kuchni zaraz przyjdę

Zdjęłam plecak, który wracając Tom podniósł z chodnika i poszłam do kuchni. Znałam ten dom. Kiedy jeszcze byliśmy razem często tu przychodziłam. Weszłam do kuchni i wszystkie wspomnienia wróciły. Jak śmialiśmy się grając w karty na podłodze, jak urządziliśmy sobie bitwę na mąkę, jak paliliśmy jointy tańcząc na stole. Jak Tom posadził mnie na szafce i pierwszy raz pocałował. Tęskniłam za tym. Z rozmyśleń wyciągnął mnie jego głos.

-Wspomnienia wracają, c'nie* ?- /ooo tak/-usiądź sobie. 

Siadłam sobie i zaczęłam gryźć paznokcie. Wiem, że to zły nawyk, ale zawsze tak robiłam jak było mi zimno. Tom musiał to zauważyć bo zdjął bluzę i mnie nią okrył. Zbadał mnie wzrokiem 

-No to mów jak było- powiedział robiąc kakao.

Patrzyłam na niego moment po czym opowiedziałam całe zajście. Spojrzał na mnie ukradkiem podał kakao i usiadł obok. Pochlipałam napój i spytałam:

-A ty ? Skąd wiedziałeś, że tam byłam ? 

-Przejeżdżałem akurat obok. Jechałem do Setha.-taaak...chociaż nie kręciła mnie ta myśl mój były i Seth byli dość dobrymi przyjaciółmi..-Zobaczyłem, że ktoś się szarpie więc stanąłem. Przez parę sekund tak stałem. Usłyszałem krzyk. Zorientowałem się, że to ty krzyczałaś więc tam pobiegłem..a resztę już znasz..

Niestety znałam.. Wtedy zadzwoniła moja komórka. Myślałam, że to mama więc odebrałam. Ale w telefonie odezwał się on.. gwałciciel..

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 1

Nazywam się Anne Collins mam 17 lat i chodzę do united school. To mała szkoła w małym mieście jakim jest Doncaster. Moi rodzice Patricia Jons i Edward Collins rozwiedli się gdy miałam 13 lat. Nie ukrywam, że bardzo to przeżyłam i ciągle przeżywam, gdyż czuję bardzo mocną więź emocjonalną z moim ojcem. Razem z mamą wyprowadziłyśmy się do nowego domu 4 lata temu. Najwidzoczniej mama nie chciała być gorsza i chciała pokazać ojcu, że sama potrafi sobie poradzić. Mój tata to prawnik. Zresztą nie byle jaki. Najlepszy w mieście, albo i w całej Ameryce Północnej. Moja mama z wykształcenia jest dziennikarką, ale gdy urodziła mojego brata Davida wszystko się zmieniło. Nie umiała już wrócić do pracy dlatego postanowiła poświęcić się domu. Mama jest kochana. Zawsze pomaga mi i Davidowi i jest z nami w trudnych chwilach. Nie to co tata, którego nigdy nie ma... I to w sumie tyle o mnie.To moja historia, którą kończę bo muszę już iść do szkoły. Jak wcześniej napomniałam chodzę do united school. To prywatna szkoła. Zdawałoby się, że chodzą do niej same snoby i lalusie, ale nie wszyscy tacy są..No dobra większość taka nie jest....no dobra chyba tylko jakieś 5% tej głupiej szkoły takie nie jest. Ja trzymam się z moim najlepszym przyjacielem Sethem, który właśnie tu idzie.. 

-No siema Ann

-Cześć

-Jak tam po wczorajszej imprezie?

 -O kro pnie. Jestem cała skacowana. Przydałoby się trochę towaru.

Tak biorę narkotyki. I co w tym złego ? Przecież to tylko dla zabawy. Znam umiar... 

-Wiesz co, ja postanowiłem z tym skończyć.Przez to gówno tylko sypie mi się życie. Stanęłam jak wryta i gapiłam się na niego swoimi wielkimi oczami.Musiałam śmiesznie wyglądać bo Seth nawet nie ukrywał swojego rozbawienia. 

-Wyluzuj aniołku.- nie wiedzieć czemu ale uwielbiałam jak mnie tak nazywał-Żartowałem.Ale miałaś minę hahahahahahaha. 

-No bardzo zabawne.-posłałam mu groźne spojrzenie-Tylko już bez takich "żartów" okej? 

-No jasne księżniczko. hahaha. 

Na biologii jak zwykle siadłam z Sethem. Dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, więc nie widziałam w tym nic złego..W odróżnieniu od mojej matki, która nienawidziła Setha. Pan Hopkins jak zwykle przyszedł spóźniony. Ale tym razem ciągnął kogoś za sobą. Nie wiedziałam kto to jest a ja przecież znam wszystkich matołów z tej szkoły. 

-Droga młodzieży. To jest pan Louis Bartlett, nowy uczeń. Mam nadzieję, że przyjmiecie go ciepło w waszej klasie..-nie wiedziałam czemu ale zawsze jak chodziło o bycie uprzejmym patrzył na mnie. A ja przecież jestem bardzo miła...tylko trochę za bardzo szczera. 

-Dziękuję proszę pana... Tylko gdzie mam usiąść? 

-O tam na końcu jest wolna ławka ! -No tak ,ale ja mam wadę wzroku i nie mogę siedzieć tak daleko. - pff. pierwszy dzień w szkole i już się rządzi. 

-A no faktycznie, zapomniałem. To wiesz co posadzimy cię obok Anne. Seth przesiądź się do ostatniej ławki. 

-Co ?! Nie ! - krzyknęliśmy oboje z Sethem. Byliśmy my mega wkurzeni... 5 minut w naszej klasie i już go nieznoszę. 

-Panno Collins, panie Hadic jeśli chcecie dyskutować to chyba znacie drogę do dyrektora. 

Spojrzeliśmy na siebie i spiorunowaliśmy go wzrokiem. Seth posłusznie, chociaż niechętnie spakował rzeczy i przeszedł do ostatniej ławki. 

-Dziękuję- powiedział Hopkins. 

Louis przysiadł się do mnie, rozpakował się i z wielkim uśmiechem na twarzy się ze mną przywitał 

-Hej jestem Louis ty podobno jesteś Anne. Właśnie w tym momencie miałam ochotę narzygać mu na zeszyt. Nic nie odpowiedziałam i zaczęłam pisać tw zeszycie. 

-Zgrywasz niedostępną-mówiąc to uśmiechał się pod nosem i pisał coś w zeszycie. 

-Tak bo po prostu marzę,żeby iść z takim zabójczo przystojnym i szarmanckim chłopakiem ja ty, na randkę- powiedziałam i cała wkurzona zaczęłam bazgrać po zeszycie. 

-Wiem, że tego chcesz-burknął odwracając głowę w moją stronę. 

-Mało o mnie wiesz kolego.- dwie minuty z tym kolesiem i już chciałam mu przywalić. 

-ojj Ann nie bądź taka.. Nawet nie zdążył dokończyć kiedy z drugiego końca sali wychyliła się Marcie. 

-Ej nowy może oprowadzić cię po szkole....pokażę cie parę fajnych miejsc...

Ych. To było całkowicie w jej stylu. Niby chodziła "oprowadzać" nowych a tak naprawdę zamykała się z nimi w schowku i nie wiadomo co robiła. Fuj. 

-Sorry, Mally, tak masz na imię? Jestem już umówiony z Anne na randkę

-oo chyba śnisz- parsknęłam. 

Nagle jak spod ziemi przed wyrósł przed nami pan Hopkins. 

-Przepraszam bardzo, wiem , że nowy kolega jest bardzo przystojny, ale takie pogadanki to na przerwie. 

Spojrzeliśmy po sobie i już do końca lekcji ucichliśmy. Wychodząc z sali Louis złapał mnie za ramię. 

-podjadę po ciebie o 17. 

-Niestety chociaż nie wiem jak bardzo bym chciała nie umawiam się z nieznajomymi.- zrobiłam smutną minę i ruszyłam do wyjścia.

-Na szczęście ja tak. będę o 17. 

Ale ja już tylko się zaśmiałam. Louis poszedł a stanął przy mnie Seth. 

-Wszystko ok ? Bo wiesz mogę się z nim rozprawić... 

-Nie Seth wszystko ok. - lubiłam, że się o mnie troszczył. To było słodkie. O dziwo, ale chyba jednak mam jakieś uczucia... 

Wracając do domu przemyślałam całą sprawę z Louisem i stwierdziłam, że pójdę z Louisem na randkę. Może i był ładny, ale ja chciałam pokazać mu, że nie może sobie ze mną pogrywać. 

_________________________________________________________________________________No rozdział w końcu skończony :DD ^^ Mam nadzieję, że wam się spodoba. trochę krótki, ale nie miałam bardzo czasu. SERDECZNIE PROSZĘ O POZOSTAWIENIE SWOJEJ OPINII W KOMENTARZU. następny rozdział będzie niedługo :D mój twitter :https://twitter.com/uffinxx tu możecie zadawać mi pytania oraz również wyrażać swoje opinie o co bardzo proszę.

Prolog

 Właśnie spałem, kiedy obudził mnie straszliwy hałas dochodzący z parteru. Strasznie się bałem, bo jestem strachliwym chłopcem. Pomimo lęku, który mną zawładną zszedłem po cichu na dół. Moim oczom ukazał się dobrze zbudowany, postawny mężczyzna. Stałem wysoko na schodach, więc widziałem tylko jakąś postać, która przy nim klęczy. Ten ktoś coś mamrotał, więc postanowiłem zejść na dół, żeby usłyszeć o co chodzi. To wszystko było jak ze snu. Zszedłem 3 schodki niżej i usłyszałem, że ten ktoś rozpaczliwie płacze i błaga o litość. Nie widziałem kto to jest więc zszedłem niżej. Wtem moim oczom ukazał się mój ojciec. Mój dotąd dzielny i nieustraszony tata błagał o litość. Chciałem tam podejść zrobić coś...Ale co taki 10-latek jak ja może zrobić takiemu facetowi? Wstrzymałem oddech i stałem bez ruchu. Nagle usłyszałem huk. Mój tata osunął się na ziemię, a z jego głowy poleciała krew. Mężczyzna włożył coś do kieszeni i poszedł do salonu, pewnie w poszukiwaniu innych rzeczy.. Zszokowany, wściekły, smutny podbiegłem do ojca i przytuliłem go ze wszystkich sił. Z oczu poleciały mi łzy. Tak bardzo chciałem, aby żył, aby przytulił mnie jeszcze raz i powiedział "nic się nie stało", "jest dobrze" . Ale odpowiedział mi tylko zakrwawiając mi spodnie.   Klęczałem tak nad nim wpatrzony w wielką, rosnącą plamę krwi na podłodze. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że mi też może stać się coś złego.Wtedy usłyszałem kroki mordercy. Najwyraźniej przeszedł z salonu do kuchni bo nie widziałem jego postaci.  Wtedy momentalnie się ocknąłem i szybko, ale cicho pobiegłem na górę. Zamknąłem się w łazience i zadzwoniłem pod 997.Opisałem całe zajście w nadziei, że ktoś po mnie przyjedzie i mnie uratuje.           Odłożyłem słuchawkę. To właśnie wtedy usłyszałem, że ktoś skrada się po schodach...________________________________________________________________
No i jest prolog. Myślicie, że ktoś jest chłopcem, którego ojca zamordowano na jego oczach .? W razie jakichś pytań mój twitter: 
https://twitter.com/uffinxx


piątek, 5 kwietnia 2013

Bohaterowie

                                                                               
Anne Collins
Tak zwana "dziewczyna z tajemnicą". Jej rodzice rozwiedli się, gdy miała 13 lat. Teraz w wieku 17 wpadła w nałóg (narkotyki), pije, pali i bóg jeden wie co jeszcze robi. 
Typ samotniczki, ale żeby nikt jej w szkole nie zauważał tego powiedzieć nie można.
Podobno w domu, w którym mieszka razem z matką kiedyś zamordowano człowieka...



Louis Bartlett 

Louis ma 18 lat i przyjechał z Kanady. 
Niby "badboy", a jednak dba o oceny i dobry wizerunek. tak zwany "Laluś". Zawsze pokazuje swoją wyższość nad innymi. Typ imprezowicza, który CZĘSTO przesadza z alkoholem.


Seth Hadie
Najlepszy przyjaciel Anne. Tak jak ona ma problemy. 3 razy stanął przed sądem. Ma bogatych i wpływowych rodziców i myśli, że wszystko mu wolno. 
Często wdaje się w bójki. Dla najlepszej przyjaciółki mógłby nawet skoczyć w ogień.


Marcie Millar
Jej rodzice to prawdziwi milionerzy. Jest blondynką i myśli, że dzięki temu może wszystko. Zawsze przyczepia się do ładnych chłopaków. Oni na nią lecą. Jest gwiazdą szkoły i gra w szkolnej drużeynie siatkówki.


Tom Anderson
Kolejna szkolna gwiazdka i były chłopak Anne. Tak naprawdę to nikt nie wie czy jego w ogóle coś interesuje. 2 razy próbował popełnić samobójstwo. "Zły chłopiec"

_______________________________________________________________________

OKEJ ♥ To są bohaterowie mojego bloga. Myślę, że prolog, 1 rozdział pojawią się jutro. Mam nadzieję, że zdobędę oddanych czytelników, a mój blog was wciągnie < 3

mój twitter : @uffinx