sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 1

Nazywam się Anne Collins mam 17 lat i chodzę do united school. To mała szkoła w małym mieście jakim jest Doncaster. Moi rodzice Patricia Jons i Edward Collins rozwiedli się gdy miałam 13 lat. Nie ukrywam, że bardzo to przeżyłam i ciągle przeżywam, gdyż czuję bardzo mocną więź emocjonalną z moim ojcem. Razem z mamą wyprowadziłyśmy się do nowego domu 4 lata temu. Najwidzoczniej mama nie chciała być gorsza i chciała pokazać ojcu, że sama potrafi sobie poradzić. Mój tata to prawnik. Zresztą nie byle jaki. Najlepszy w mieście, albo i w całej Ameryce Północnej. Moja mama z wykształcenia jest dziennikarką, ale gdy urodziła mojego brata Davida wszystko się zmieniło. Nie umiała już wrócić do pracy dlatego postanowiła poświęcić się domu. Mama jest kochana. Zawsze pomaga mi i Davidowi i jest z nami w trudnych chwilach. Nie to co tata, którego nigdy nie ma... I to w sumie tyle o mnie.To moja historia, którą kończę bo muszę już iść do szkoły. Jak wcześniej napomniałam chodzę do united school. To prywatna szkoła. Zdawałoby się, że chodzą do niej same snoby i lalusie, ale nie wszyscy tacy są..No dobra większość taka nie jest....no dobra chyba tylko jakieś 5% tej głupiej szkoły takie nie jest. Ja trzymam się z moim najlepszym przyjacielem Sethem, który właśnie tu idzie.. 

-No siema Ann

-Cześć

-Jak tam po wczorajszej imprezie?

 -O kro pnie. Jestem cała skacowana. Przydałoby się trochę towaru.

Tak biorę narkotyki. I co w tym złego ? Przecież to tylko dla zabawy. Znam umiar... 

-Wiesz co, ja postanowiłem z tym skończyć.Przez to gówno tylko sypie mi się życie. Stanęłam jak wryta i gapiłam się na niego swoimi wielkimi oczami.Musiałam śmiesznie wyglądać bo Seth nawet nie ukrywał swojego rozbawienia. 

-Wyluzuj aniołku.- nie wiedzieć czemu ale uwielbiałam jak mnie tak nazywał-Żartowałem.Ale miałaś minę hahahahahahaha. 

-No bardzo zabawne.-posłałam mu groźne spojrzenie-Tylko już bez takich "żartów" okej? 

-No jasne księżniczko. hahaha. 

Na biologii jak zwykle siadłam z Sethem. Dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, więc nie widziałam w tym nic złego..W odróżnieniu od mojej matki, która nienawidziła Setha. Pan Hopkins jak zwykle przyszedł spóźniony. Ale tym razem ciągnął kogoś za sobą. Nie wiedziałam kto to jest a ja przecież znam wszystkich matołów z tej szkoły. 

-Droga młodzieży. To jest pan Louis Bartlett, nowy uczeń. Mam nadzieję, że przyjmiecie go ciepło w waszej klasie..-nie wiedziałam czemu ale zawsze jak chodziło o bycie uprzejmym patrzył na mnie. A ja przecież jestem bardzo miła...tylko trochę za bardzo szczera. 

-Dziękuję proszę pana... Tylko gdzie mam usiąść? 

-O tam na końcu jest wolna ławka ! -No tak ,ale ja mam wadę wzroku i nie mogę siedzieć tak daleko. - pff. pierwszy dzień w szkole i już się rządzi. 

-A no faktycznie, zapomniałem. To wiesz co posadzimy cię obok Anne. Seth przesiądź się do ostatniej ławki. 

-Co ?! Nie ! - krzyknęliśmy oboje z Sethem. Byliśmy my mega wkurzeni... 5 minut w naszej klasie i już go nieznoszę. 

-Panno Collins, panie Hadic jeśli chcecie dyskutować to chyba znacie drogę do dyrektora. 

Spojrzeliśmy na siebie i spiorunowaliśmy go wzrokiem. Seth posłusznie, chociaż niechętnie spakował rzeczy i przeszedł do ostatniej ławki. 

-Dziękuję- powiedział Hopkins. 

Louis przysiadł się do mnie, rozpakował się i z wielkim uśmiechem na twarzy się ze mną przywitał 

-Hej jestem Louis ty podobno jesteś Anne. Właśnie w tym momencie miałam ochotę narzygać mu na zeszyt. Nic nie odpowiedziałam i zaczęłam pisać tw zeszycie. 

-Zgrywasz niedostępną-mówiąc to uśmiechał się pod nosem i pisał coś w zeszycie. 

-Tak bo po prostu marzę,żeby iść z takim zabójczo przystojnym i szarmanckim chłopakiem ja ty, na randkę- powiedziałam i cała wkurzona zaczęłam bazgrać po zeszycie. 

-Wiem, że tego chcesz-burknął odwracając głowę w moją stronę. 

-Mało o mnie wiesz kolego.- dwie minuty z tym kolesiem i już chciałam mu przywalić. 

-ojj Ann nie bądź taka.. Nawet nie zdążył dokończyć kiedy z drugiego końca sali wychyliła się Marcie. 

-Ej nowy może oprowadzić cię po szkole....pokażę cie parę fajnych miejsc...

Ych. To było całkowicie w jej stylu. Niby chodziła "oprowadzać" nowych a tak naprawdę zamykała się z nimi w schowku i nie wiadomo co robiła. Fuj. 

-Sorry, Mally, tak masz na imię? Jestem już umówiony z Anne na randkę

-oo chyba śnisz- parsknęłam. 

Nagle jak spod ziemi przed wyrósł przed nami pan Hopkins. 

-Przepraszam bardzo, wiem , że nowy kolega jest bardzo przystojny, ale takie pogadanki to na przerwie. 

Spojrzeliśmy po sobie i już do końca lekcji ucichliśmy. Wychodząc z sali Louis złapał mnie za ramię. 

-podjadę po ciebie o 17. 

-Niestety chociaż nie wiem jak bardzo bym chciała nie umawiam się z nieznajomymi.- zrobiłam smutną minę i ruszyłam do wyjścia.

-Na szczęście ja tak. będę o 17. 

Ale ja już tylko się zaśmiałam. Louis poszedł a stanął przy mnie Seth. 

-Wszystko ok ? Bo wiesz mogę się z nim rozprawić... 

-Nie Seth wszystko ok. - lubiłam, że się o mnie troszczył. To było słodkie. O dziwo, ale chyba jednak mam jakieś uczucia... 

Wracając do domu przemyślałam całą sprawę z Louisem i stwierdziłam, że pójdę z Louisem na randkę. Może i był ładny, ale ja chciałam pokazać mu, że nie może sobie ze mną pogrywać. 

_________________________________________________________________________________No rozdział w końcu skończony :DD ^^ Mam nadzieję, że wam się spodoba. trochę krótki, ale nie miałam bardzo czasu. SERDECZNIE PROSZĘ O POZOSTAWIENIE SWOJEJ OPINII W KOMENTARZU. następny rozdział będzie niedługo :D mój twitter :https://twitter.com/uffinxx tu możecie zadawać mi pytania oraz również wyrażać swoje opinie o co bardzo proszę.

3 komentarze:

  1. zaczyna się bardzo ciekawie, blog jest odrobinę tajemniczy :) życzę weny na kolejne rozdziały :)xx

    OdpowiedzUsuń
  2. hgfdgtfghiotfuh wciagajace, czekam na nexta. możesz mnie informować na twitterze? @MyHeroBiebur
    zapraszam do siebie, mam nadzieję że Ci sie spodoba i licze na komentarz http://famous-bieber.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń